Eurowizja. Wizja europejskiej solidarności.

Od wielu już lat, gdy nadchodzi ten wieczór, siadamy i patrzymy – jakie piosenki zaprezentują nam europejscy wykonawcy. Często jest przy tym trochę śmiechu – gdy ktoś ma pomysł na wygraną przez pajacowanie, częściej jest żenująco i plastikowo. Czasami można zobaczyć zupełnie znośne kawałki, a zdarza się też coś naprawdę ciekawego. Czasami.

Trzeba przyznać, że poziom wykonawstwa w tym roku był zupełnie niezły – chyba tylko niemieckie „piosenkarki” były stale nad, pod lub tuż obok dźwięku (czytaj: fałszowały okrutnie). Celowała w tym solidna, tleniona blondyna – kto ją dopuścił na pierwszy głos – nie mam pojęcia. Widocznie ma jakiś inny, bardziej ukryty talent…

Konkurs europejskiej piosenki 2008 wygrała Rosja. Nie dlatego, że Dima Bilan zaśpiewał tak dobrze, tylko dlatego, że liczy się sąsiedztwo, władza i promocja. Głośno było o tym, że song dla Rosjan przygotował niejaki Timbalan, a jej przygotowanie (piosenki) kosztowało milion ojro. Za taką kasę spodziewałem się naprawdę czegoś wyjątkowego. A był średniej klasy koleś, z lekko lecącym oczkiem i drugi koleś na łyżwach. Ani specjalna kompozycja, ani specjale wykonanie rok temu czy dwa Rosja zrobiła naprawdę widowisko. I przepadła. A dzisiaj wygrali. Jak co roku, sąsiedzi głosowali na sąsiadów – tych, których lubią, lub tych których się boją. Albo na tych, których żony posuwają na zagranicznych urlopach.

… eurowizja. wizja europejskiej solidarności.

Komentarze